Miłe złego początki. Chwalińska nie zagra w finale
Zakończyła się przygoda Mai Chwalińskiej z turniejem WTA w Singapurze. Polska tenisistka fantastycznie rozpoczęła sobotni półfinał, ale ostatecznie musiała uznać wyższość faworytki, Leylah Fernandez.

Maja Chwalińska po gorszym okresie, który rozpoczął się tuż po największym sukcesie w jej karierze, czyli finale wielkoszlemowego Roland Garros, świetnie prezentowała się w turnieju WTA w Singapurze.
Polska tenisistka nie miała problemów z eliminowaniem kolejnych rywalek – najlepszym potwierdzeniem jej wysokiej formy jest fakt, że w drodze do półfinału nie straciła ani jednego seta. Co więcej – łącznie, w trzech spotkaniach, przegrała zaledwie 11 gemów!
Wiele wskazywało, że Chwalińska pójdzie za ciosem także w sobotę, gdyż mecz z Leylah Fernandez rozpoczęła od fenomenalnej gry! W pewnym fragmencie rywalizacji wygrała nawet 15 punktów z rzędu, co pozwoliło jej zapisać premierową odsłonę na jej koncie.
Niestety Polka nie zdołała pójść za ciosem, na co wpływ miała dużo lepsza dyspozycja jej rywalki. Fernandez zdecydowanie zwiększyła jakość od początku drugiego seta, co miało natychmiastowe przełożenie na grę. O ile drugi set był wyrównany i Kanadyjka wygrała go „na żyletki”, tak w trzeciej odsłonie zdominowała rywalizację i nie pozostawiła złudzeń co do tego, która zawodniczka zasłużyła na wywalczenie przepustki do finału.
Chwalińska poza burtą, ale i tak może być zadowolona
Po dwóch godzinach oraz 10 minutach walki Fernandez wygrała 1:6, 6:4, 6:2 i to Kanadyjka w niedzielę zagra o tytuł w Singapurze.
Chwalińska i tak może być zadowolona ze swojego występu, gdyż po raz pierwszy od niespełna czterech miesięcy wygrała w turnieju więcej, niż jeden mecz.
Polka już wkrótce będzie miała okazję do podtrzymania dobrej formy, gdyż weźmie udział w prestiżowej imprezie WTA 1000 w Pekinie.
Ciekawostki
Tenis