Królewski teatr absurdu. Jak Vinicius Junior i Real Madryt zamknęli się w oblężonej twierdzy
Wczorajszy mecz z Villarrealem przyniósł kolejny odcinek telenoweli pt. „Wszyscy się na nas uwzięli”. Czerwona kartka dla Viníciusa Juniora, bojkot Jose Mourinho i pomeczowe żale Aureliena Tchouameniego pokazują, że w stolicy Hiszpanii logiczne myślenie oficjalnie przegrało z syndromem oblężonej twierdzy.

Powrót prawdziwego prowokatora
Przez pierwsze tygodnie tego sezonu kibice na całym świecie przecierali oczy ze zdumienia. Fatalna dyspozycja sportowa, zoperowany podbródek i nowo zapuszczona broda sprawiły, że Brazylijczyk przestał przypominać samego siebie. W kuluarach zaczęły nawet krążyć absurdalne teorie spiskowe o tym, że na boisko wybiega jego sobowtór. Wczoraj jednak wszelkie wątpliwości zostały brutalnie rozwiane. To na pewno był on. Tylko prawdziwy Vinicius Junior potrafi po słusznej czerwonej kartce urządzić spektakl wściekłości, wymachiwać rękami i krzyczeć w kierunku sędziego z miną absolutnie skrzywdzonej niewinności.
To nie jest jego pierwszy wybryk i, spójrzmy prawdzie w oczy, zapewne nie ostatni. Piłkarz, który regularnie prowokuje, a potem udaje ofiarę, po raz kolejny pokazał brak boiskowej dojrzałości. Co ciekawe, granica wytrzymałości pękła nawet u tych kibiców Realu Madryt, którzy dotychczas bronili go w imię wyższych idei i klubowej lojalności. Dzisiaj nawet najwierniejsi fani mają już serdecznie dość jego popisów. Vinícius chyba naprawdę wierzy, że cały świat jest ślepy i nie widzi jego boiskowych grzechów.
Milczenie i syndrom ofiary
Prawdziwa groteska rozegrała się jednak dopiero po końcowym gwizdku. Jose Mourinho, powracający do klubu w swoim dawnym, bojowym stylu, postanowił zbojkotować konferencję prasową. Zamiast wyjść do mediów i zmierzyć się z pytaniami o zachowanie swojego gwiazdora, Portugalczyk wybrał demonstracyjne milczenie. To jasny sygnał, jaki płynie z trenerskiego gabinetu – z mediami nie rozmawiamy, bo media i sędziowie to nasi wrogowie.
W tym samym czasie przed kamerami stanął Aurélien Tchouaméni, który z rozbrajającą szczerością stwierdził, że kompletnie nie rozumie decyzji arbitrów i nie wie, dlaczego tak uparcie karzą Viníciusa. Ta wypowiedź idealnie podsumowuje stan umysłu panujący obecnie w szatni „Królewskich”. Brak jakiejkolwiek samokrytyki i trzeźwej oceny sytuacji staje się powoli znakiem rozpoznawczym tego zespołu.
Kryzys głębszy niż myślicie
Wydarzenia po meczu z Villarrealem pokazują, że problem Realu Madryt leży znacznie głębiej niż tylko w trudnym charakterze jednego skrzydłowego. Nowy-stary boss na ławce trenerskiej błyskawicznie zaszczepił w drużynie mentalność oblężonej twierdzy. W świecie Realu Madryt logiczne argumenty nie mają dostępu – tam zawsze i w każdych okolicznościach to oni są stroną poszkodowaną.
Zamiast gasić pożary i wyciągać konsekwencje dyscyplinarne, klub woli brnąć w narrację o globalnym spisku. Pytanie tylko, jak długo można grać w tym teatrze absurdu, zanim publiczność zamiast współczucia zacznie reagować wyłącznie śmiechem.
Ciekawostki
Piłka Nożna