Sześć bramek, cztery punkty i sporo znaków zapytania. Jan Urban ma o czym myśleć

Reprezentacja Polski potrafi wygrać 6:0, żeby kilka dni później znów przypomnieć kibicom, dlaczego oglądanie jej meczów bywa sportem ekstremalnym. Cztery spotkania Ligi Narodów, cztery punkty i emocjonalny rollercoaster, po którym trudno powiedzieć, czy jesteśmy bliżej budowy solidnej drużyny, czy wciąż kręcimy się w kółko. Jan Urban dostał materiał do analizy. Kibice dostali natomiast kolejną porcję powodów do dyskusji.

piłkarze reprezentacji Polski dziękujący kibicom za wsparcie

Od szwedzkiego prysznica do rumuńskiego pogromu

Na początek bezbramkowy remis z Bośnią i Hercegowiną. Polska miała swoje momenty, ale brakowało konkretów. Piłka krążyła, zawodnicy szukali miejsca, tylko bramka rywala pozostawała jakby nieco poza zasięgiem. Nie był to występ katastrofalny, ale trudno też było po nim otwierać szampana.

Potem przyszła Szwecja i porażka 1:3. Sebastian Szymański dał nadzieję, wyrównując stan meczu, lecz po przerwie Polacy stracili kontrolę. Gole Yasina Ayariego i Viktora Gyökeresa pokazały, że nasza defensywa wciąż ma momenty, w których bardziej przypomina otwarte zaproszenie niż szczelnie zamknięte drzwi.

A później Rumunia. Wynik 6:0, trzy bramki Roberta Lewandowskiego i wieczór, podczas którego wszystko nagle zaczęło wyglądać znacznie lepiej. Jest jednak pewien szczegół, o którym nie wypada zapominać: rywale przez znaczną część spotkania grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Radu Drăgușina. Nie odbierajmy Polakom zasług, ale też nie róbmy z tego zwycięstwa dowodu, że właśnie odkryliśmy futbolowe perpetuum mobile.

Na koniec znów Bośnia i porażka 0:1 po rzucie karnym Ivana Basicia. I cały optymizm po rumuńskim festiwalu strzeleckim wyparował szybciej niż obietnice składane po udanym meczu.

Cztery spotkania przyniosły więc trzy różne obrazy kadry: drużynę bez pomysłu na sforsowanie defensywy, zespół pogubiony w obronie i reprezentację, która potrafi strzelać gole seriami. Szkoda tylko, że nie zawsze wiadomo, która wersja wyjdzie na boisko.

Lewandowski swoje zrobił. A reszta?

Robert Lewandowski przeciwko Rumunii zdobył trzy bramki i przypomniał, że wciąż potrafi być bezlitosny pod bramką. Trudno mieć pretensje do kapitana, który robi swoje. Problem zaczyna się wtedy, gdy od jego dyspozycji zależy niemal cały ofensywny plan reprezentacji.

W Zenicy Lewandowskiego zabrakło i nagle okazało się, że Polska ma problem ze znalezieniem drogi do bramki. Przypadek? Być może częściowo. Ale jeśli drużyna chce być poważnym zespołem, musi umieć atakować również bez swojego największego nazwiska.

Piotr Zieliński nadal powinien być jednym z najważniejszych ludzi w tej układance. Ma technikę, przegląd pola i umiejętność przyspieszenia gry. Tyle że sam nie rozwiąże wszystkich problemów. Potrzebuje ruchu kolegów, lepszych opcji do podania i zawodników, którzy potrafią wykorzystać stworzoną przez niego przestrzeń. Zbyt często polskie rozegranie wygląda tak, jakby wszyscy czekali, aż ktoś inny wymyśli coś interesującego.

Na uwagę zasługuje Wiktor Nowak. Młody pomocnik pokazał odwagę, chęć gry do przodu i gotowość do podejmowania ryzyka. Nie bał się brać odpowiedzialności, a to w reprezentacji wcale nie jest tak oczywiste, jak powinno. Oczywiście, nie róbmy z niego po kilku występach zbawcy polskiej piłki. Wystarczy, że będzie dostawał kolejne szanse i rozwijał się w dobrze poukładanym zespole. Na razie dał argumenty, by przyglądać mu się uważniej.

W bramce pierwszym wyborem stał się Marcin Bułka. To jedna z istotnych decyzji personalnych Urbana. Stabilizacja na tej pozycji może pomóc drużynie, choć nawet najlepszy bramkarz nie naprawi błędów całej defensywy. Bułka może dawać spokój między słupkami, ale nie powinien być zmuszany do regularnego ratowania kolegów z opresji.

Urban ma pomysł. Pytanie, czy potrafi go doprowadzić do końca

Selekcjoner eksperymentował z ustawieniem z trójką stoperów, a przeciwko Rumunii postawił na 4-4-2. Zmiana przyniosła efekt, szczególnie w ofensywie. Dwóch napastników dawało więcej możliwości w polu karnym, a boczni zawodnicy mogli zapewniać szerokość gry.

Widać, że Urban chce reprezentacji, która nie będzie ograniczać się do wybijania piłki i liczenia na cud. Ma być rozegranie, kombinacje, wykorzystanie techniki Zielińskiego i Szymańskiego, dynamika Nicoli Zalewskiego oraz obecność Lewandowskiego w polu karnym. To sensowny kierunek.

Tyle że pomysł na papierze i pomysł realizowany na boisku to dwie różne sprawy.

W defensywie wciąż szwankuje współpraca między formacjami. Jan Bednarek i Jakub Kiwior potrzebują przed sobą lepiej zorganizowanego środka pola. Gdy boczni obrońcy ruszają do przodu, ktoś musi zabezpieczać wolną przestrzeń. Gdy Polska traci piłkę, reakcja całego zespołu powinna być natychmiastowa. Tymczasem przeciwko Szwecji rywale zbyt łatwo wykorzystywali przestrzenie, a w meczach z Bośnią nasza drużyna nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na dobrze zorganizowaną grę przeciwnika.

W ataku problemem pozostaje tempo. Samo posiadanie piłki nie oznacza jeszcze, że przeciwnik jest pod presją. Można wymienić trzydzieści podań i nie stworzyć żadnego zagrożenia. Polska potrzebuje więcej ruchu bez piłki, szybszego przenoszenia ciężaru gry i odważniejszych wejść w pole karne.

Urban ma więc co poprawiać. Nie musi wymyślać futbolu na nowo. Musi sprawić, by zawodnicy zaczęli lepiej rozumieć swoje role i wykonywać je konsekwentnie przez pełne 90 minut.

Cztery punkty i coraz mniej miejsca na wymówki

Nikola Zalewski z rękami na głowie

Nie ma sensu udawać, że cztery punkty na dwanaście możliwych to jest przyzwoity wynik. Nie jest. Efektowne zwycięstwo nad Rumunią poprawiło nastroje, ale nie zamazało problemów z pozostałych spotkań.

Czy to oznacza, że Urban powinien już pakować walizki? Nie. Zmiana selekcjonera po każdym nieudanym zgrupowaniu byłaby kolejnym odcinkiem dobrze znanego polskiego serialu: nowy trener, nowe nadzieje, kilka obiecujących spotkań, a potem powrót do punktu wyjścia. Tyle że cierpliwość również nie może być bezterminowa.

Urban odpowiada za wyniki, dobór zawodników i organizację gry. Nie wszystko zależy od niego, ale trudno zwalać na przypadek fakt, że podobne problemy powracają w kolejnych meczach. Polska wciąż nie ma stabilnej defensywy, a jej ofensywa bywa uzależniona od dyspozycji pojedynczych piłkarzy.

Najbliższe zgrupowanie powinno przynieść odpowiedzi. Czy Nowak dostanie kolejne szanse? Czy Zieliński będzie miał większy wpływ na rozegranie? Czy Lewandowski otrzyma wsparcie pozwalające odciążyć go w ataku? I wreszcie: czy Urban znajdzie ustawienie, które nie będzie wymagało ciągłego poprawiania po każdym niepowodzeniu?

Bo na dłuższą metę nie wystarczy raz wygrać 6:0 i przez kilka dni żyć tym wynikiem.

Urban nie musi od razu zbudować reprezentacji idealnej. Musi jednak zbudować reprezentację rozpoznawalną – taką, która wie, jak chce grać, i potrafi realizować ten plan również wtedy, gdy rywal nie zamierza jej niczego ułatwiać.

Na razie mamy sześć bramek z Rumunią, cztery punkty w tabeli i znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. A to, jak na jedno zgrupowanie, całkiem sporo materiału do przemyśleń.

Paweł Rorata - redaktor News.Decathlon

Paweł Rorata

Sport znam nie tylko z trybun. Przez lata grałem w siatkówkę na poziomie III ligi, a później sędziowałem mecze na szczeblu wojewódzkim. Dzięki temu dobrze wiem, jak wyglądają emocje, presja i kulisy rywalizacji z perspektywy boiska.

W moim życiorysie jest też epizod redakcyjny: przez pewien czas prowadziłem kącik sportowy w lokalnej gazecie.

Dziś najwięcej uwagi poświęcam piłce nożnej. Śledzę rynek transferowy i na bieżąco analizuję Premier League. Od lat gram też w Fantasy Premier League, więc statystyki i forma zawodników to dla mnie codzienność. Uważnie obserwuję również Ekstraklasę i La Ligę, a moim szczególnym zainteresowaniem jest FC Barcelona.

Ciekawostki

Piłka Nożna
Zobacz wszystkie ciekawostki