Mrok nad Jasną Górą. Katastrofa sportowa i wizerunkowy wstrząs w Rakowie

Wczorajsza klęska Rakowa Częstochowa z GKS-em Katowice (1:4) nie tylko przypieczętowała sportowe dno i historyczny kryzys drużyny Tomasza Kaczmarka, ale odsłoniła też znacznie głębsze, wizerunkowe problemy klubu spod Jasnej Góry.

Choć po bramce Patryka Makucha w 37. minucie Częstochowianie błyskawicznie odpowiedzieli na trafienie Illii Szkurina, druga połowa okazała się dla nich bezlitosna. Gole Bartosza Nowaka z rzutu karnego, Mateusza Kowalczyka i decydujący cios Borjy Galána w doliczonym czasie gry uwypukliły katastrofalne błędy w defensywie i całkowity paraliż mentalny drużyny. Ta porażka to kolejny akt dramatu klubu, który jeszcze niedawno seryjnie zdobywał trofea.

Makuch, Kaczmarek załamani po kolejnej porażce zespołu

Karuzela trenerska i równia pochyła

Odkąd z klubu odszedł legendarny architekt sukcesów, Marek Papszun, Raków Częstochowa przypomina okręt bez sternika. Poszukiwanie stabilizacji metodą ciągłych roszad na ławce trenerskiej przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Po erze Łukasza Tomczyka i Dawida Kroczka, stery przejął niedawno Tomasz Kaczmarek. Trudno obiektywnie oceniać warsztat szkoleniowca po tak krótkim czasie pracy, jednak w Częstochowie nikt nie ma luksusu czekania. Liga bezwzględnie ucieka, a trzecia z rzędu porażka pod wodzą Kaczmarka – a dziewiąta w całym sezonie – brutalnie spycha klub w otchłań.

Liczby, które zwiastują spadek

Sytuacja Rakowa po 10 rozegranych kolejkach jest ekstremalna i niemal bezprecedensowa dla klubu o takich ambicjach. „Medaliki” okupują same dno tabeli z dorobkiem zaledwie 3 punktów i przerażającym bilansem 25 straconych bramek. W całej historii Ekstraklasy statystyki są nieubłagane – zespoły startujące z tak katastrofalnego pułapu niemal zawsze żegnały się z najwyższą klasą rozgrywkową. Zbyt łatwe tracenie goli i kompletny brak punktów na własnym boisku stawiają przed sztabem szkoleniowym zadanie z rzędu tych niewykonalnych.

Mahir Emreli czyli syndrom wybitnego pechowca

Osobnym, niezwykle intrygującym zjawiskiem w polskiej lidze jest postać Mahira Emreliego. Choć reprezentantowi Azerbejdżanu nie można odmówić czysto piłkarskich umiejętności – co udowadniał momentami na europejskich boiskach – jego obecność w Ekstraklasie wiąże się z wręcz nieprawdopodobnym fatum. Dokładna analiza statystyk meczowych z jego udziałem w barwach Legii Warszawa oraz Rakowa Częstochowa ujawnia zatrważający bilans:

Klub w EkstraklasieMecze z udziałem EmreliegoZwycięstwa drużynyPorażki drużyny
Legia Warszawa / Raków Częstochowa20317

Wczorajszy mecz tylko to fatum potwierdził – Emreli wyszedł w podstawowym składzie, nie zdołał odmienić losów spotkania i opuścił murawę w 60. minucie, tuż przed tym, jak Katowiczanie strzelili gola na 3:1. Napastnik może uchodzić za synonim sportowego nieszczęścia, a jego bilans na polskich boiskach doskonale odzwierciedla kryzys, w jakim pogrążony jest obecnie cały klub z Częstochowy.

Skandal na trybunach. Porażająca relacja Michaela Ameyawa

Sportowa degradacja to jednak tylko jedna strona medalu. Prawdziwy wstrząs wywołał głośny, wyemitowany niedawno wywiad [Michaela Ameyawa], w którym reprezentant Polski rzucił ponure światło na zachowanie części środowiska kibicowskiego pod Jasną Górą. Skrzydłowy ujawnił, że w klubie dochodzi do sytuacji o charakterze jednoznacznie rasistowskim. Część radykalnych fanów ma celowo pomijać nazwiska czarnoskórych zawodników podczas tradycyjnej prezentacji i wyczytywania składu meczowego.

Najbardziej poruszającym elementem relacji [Ameyawa] okazał się jednak incydent z udziałem najmłodszych fanów. Piłkarz opisał sytuację, w której lider grupy kibicowskiej wywarł presję na dzieciach, zabraniając im odebrania meczowej koszulki od czarnoskórego zawodnika. Tego typu zachowania, tolerowane lub ignorowane przez otoczenie, stawiają w fatalnym świetle cały klub i niszczą wizerunek budowany latami przez sukcesy sportowe. W obliczu walki o utrzymanie, Raków musi zmierzyć się z demonami niszczącymi go nie tylko na boisku, ale i wewnątrz własnych struktur trybun.

Paweł Rorata - redaktor News.Decathlon

Paweł Rorata

Sport znam nie tylko z trybun. Przez lata grałem w siatkówkę na poziomie III ligi, a później sędziowałem mecze na szczeblu wojewódzkim. Dzięki temu dobrze wiem, jak wyglądają emocje, presja i kulisy rywalizacji z perspektywy boiska.

W moim życiorysie jest też epizod redakcyjny: przez pewien czas prowadziłem kącik sportowy w lokalnej gazecie.

Dziś najwięcej uwagi poświęcam piłce nożnej. Śledzę rynek transferowy i na bieżąco analizuję Premier League. Od lat gram też w Fantasy Premier League, więc statystyki i forma zawodników to dla mnie codzienność. Uważnie obserwuję również Ekstraklasę i La Ligę, a moim szczególnym zainteresowaniem jest FC Barcelona.

Ciekawostki

Piłka Nożna
Zobacz wszystkie ciekawostki