„Kolegium Sędziów to alkoholik, który nie wie, że jest chory”. Ukarany arbiter odpala protokół i idzie na wojnę z PZPN
Dwa lata bezwzględnej dyskwalifikacji dla sędziego Arkadiusza Kamila Wójcika w głośnej aferze SMS-owej rozsadziły środowisko piłkarskie. Inicjator całego zamieszania, trener Adrian Siemieniec, odpocznie od ławki przez sześć meczów, a sędzia główny zapłaci karę. Dlaczego najsurowiej potraktowano posłańca, który jedynie przekazał zrzut ekranu? Wójcik przerywa milczenie w bezkompromisowym wywiadzie dla Weszło. Twierdzi wprost: wyrok to ukartowana akcja, a on stał się celem, bo nie da się nim sterować.

„Scena z Psów” na Komisji Ligi
Wyrok Komisji Ligi zszokował dysproporcją kar. Siemieniec próbował wpłynąć na arbitra w kwestii żółtych kartek, Wójcik dostał wiadomość w Japonii i przekazał ją Pawłowi Raczkowskiemu, by zachować transparentność. Efekt? Dwa lata zawieszenia. Sam zainteresowany nie kryje zażenowania przebiegiem przesłuchania:
– Miałem wrażenie, że odgrywamy scenę z „Psów” i Bogusław Linda odpowiada przed komisją weryfikacyjną – wypalił sędzia na antenie Weszło TV. Arbitra oburza kuluarowe załatwienie sprawy innych uwikłanych osób i nagłe przypomnienie sobie o sprawie przez drugą stronę po kilkudziesięciu dniach. Zdaniem Wójcika, mechanizm uruchomiono celowo, by ostatecznie usunąć go ze struktur Polskiego Związku Piłki Nożnej.
„Byle nie Wójcik, bo nim nie można sterować”
Ostre spięcia na linii Wójcik – Kolegium Sędziów trwały od dawna. Arbiter otwarcie aspirował do roli przewodniczącego i zgłaszał prokuraturze nieprawidłowości oraz mobbing ze strony szefa Kolegium Sędziów, Marcina Szulca. W wywiadzie ujawnia zakulisowe głosy i cytuje argumenty, jakich używano przeciwko niemu w centrali:
– Słyszałem: „Byle nie Wójcik”, „Na Wójcika nic nie mamy”, „Nie można nim sterować”, „Powyrzuca wszystkich”. Mam na to świadków – grzmi zawieszony arbiter.
Dodaje również bezlitosną diagnozę organu, z którym od miesięcy darł koty:
– Kolegium Sędziów można porównać do alkoholika. On nie wie, że jest chory. Nie mogę mu pomóc, skoro są też przy nim osoby, które razem z nim piją.
Sabotaż, urojona kontuzja i sędziowanie w A-klasie
Wójcik opowiedział o jawnym uprzykrzaniu mu życia zawodowego przez przełożonych. Po drobnej sytuacji na teście biegowym, gdzie poślizgnął się, ale chciał biegać dalej, usłyszał od przewodniczącego Szulca, że „potrzebują sędziów do sędziowania, a nie biegania”. Oficjalnie odsunięto go jednak od meczów Ekstraklasy pod pretekstem rzekomej kontuzji, co sam uważa za czysty sabotaż.
Doszło do sytuacji kuriozalnych – sędzia szczebla centralnego musiał prowadzić sparingi drużyn z ligi okręgowej i A-klasy, byle utrzymać jakąkolwiek formę fizyczną. Pomocną dłoń wyciągnął do niego Szymon Marciniak, zabierając go na mecz do Arabii Saudyjskiej, by wesprzeć go finansowo w okresie, gdy w kraju był systemowo wycinany z obsady.
Wójcik nie zamierza składać broni i już zapowiedział odwołanie od dwuletniej dyskwalifikacji. Walka z betonem w PZPN dopiero się rozkręca.
Ciekawostki
Piłka Nożna