Miał być teatr, jest cyrk. Dlaczego projekt Mourinho w Realu Madryt już teraz tonie?
Wielkie transfery, powrót legendarnego trenera i zapowiedź twardej ręki miały przywrócić Real Madryt na tron. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Po fatalnych derbach z Atlético, naznaczonych sędziowskimi kontrowersjami i taktyczną bezradnością, „Królewscy” przypominają dziś nie mistrzowski kolektyw, lecz zbieraninę obrażonych na cały świat solistów. Jeśli Jose Mourinho błyskawicznie nie zmusi swoich gwiazd do lepszej gry, Florentino Pérez może nie pozwolić mu dokończyć roku kalendarzowego. Odliczanie na Santiago Bernabéu właśnie się rozpoczęło.

Miało być nowe otwarcie…
Po bardzo aktywnym oknie transferowym kibice Los Blancos z wielkimi nadziejami wypatrywali początku nowego sezonu. Nowi zawodnicy tj. m.in. Bernardo Silva, Denzel Dumfries czy świeżo upieczony mistrz świata Marc Cucurella mieli być brakującymi klockami w składzie, który na nowo układać miał nowy – stary trener Portugalczyk Jose Mourinho. To właśnie The Special One, znany z tzw „twardej ręki” miał sprawić by ten wielki klub podniósł się po kompletnie nieudanym poprzednim sezonie, w którym to nie udało mu się niczego wygrać. Zadanie było jasne…zagonić gwiazdy do roboty co nie udało się jego poprzednikom na tym stanowisku czyli Xabiemu Alonso i Alvaro Arbeloi. Bo właśnie z tym Real miał największe problemy…zarówno Mbappe, Vinicius, Bellingham czy Guler wszyscy chcieli grać na przysłowiowym fortepianie a nie było chętnych by go nieść czyli wykonywać tę mrówczą pracę, której często przeciętny kibic nie dostrzega a bez której zwyciężanie w futbolu jest po prostu niemożliwe.
Porażka w derbach w cieniu sędziowskiego skandalu

Królewscy przegrali z Atletico 1:2 i była to już ich druga porażka w 7 kolejkach rozgrywek La Liga. Antybohaterem spotkania był niestety arbiter. Bo można Real lubić lub nie ale prawda jest taka, że prowadzący ten mecz Pan Miguel Angel Ortiz Arias swoimi decyzjami mógł nawet wypaczyć wynik tej rywalizacji. Błędem, który rzucił się w oczy najbardziej (potwierdziła to Hiszpańska Federacja Piłkarska oraz Komitet Techniczny Sędziów) był brak wykluczenia z gry piłkarza Atletico Kanga Lee za brutalny atak na kostkę Fede Valverde. Sytuacje z faulem Romero na Bellinghamie (oceniona przez arbitra jako faul…reprezentanta Anglii) oraz wykluczenie Deana Huijsena przy faulu na rzut karny dla Atleti (tzw. podwójna kara) można też uznać jako co najmniej kontrowersyjne. Arbiter mylił się także w drugą stronę wszak Kylian Mbappe za uderzenie kolanem rywala nie obejrzał choćby żółtej kartki. Można odnieść wrażenie, że ranga spotkania przerosła sędziego Ortiza Ariasa i Komitet Techniczny Sędziów (CTA) już podjął decyzję o zawieszeniu go na okres dwóch następnych kolejek. Jednak błędy arbitra to jedno a dyspozycja jaką zaprezentowali podopieczni Mourinho to drugie. Za podsumowanie ich gry niech posłuży statystyka wykreowanych sytuacji czyli tzw xG. Atletico wykręciło 2,35, Real zaledwie 0,30 i już sam ten fakt mówi sporo o tym jak wyglądał ten mecz. To zespół Cholo Simeone chciał go wygrać. Real chciał przetrwać.
Wsteczne odliczanie dla Jose Mourinho?
Postawię dość kontrowersyjną być może tezę…jeśli popularny Mou szybko nie poprawi gry drużyny z Madrytu to Florentino Perezowi może nie starczyć cierpliwości do końca roku kalendarzowego. Spójrzmy nie tylko na wyniki, ale przede wszystkim na grę. Real wygrywa ze zdecydowanie słabszymi zespołami głównie dzięki indywidualnym popisom a nie jakimś super zespołowym akcjom. Gdy zaś przyjdzie grać z kimś trochę lepszym jak np. uczestnik tegorocznej Ligi Mistrzów Betis czy teraz Atletico to przychodzą porażki. Mecz w Lidze Mistrzów z Interem co prawda wygrany 2:1 też nie należał do udanych. Bramki dla Los Biancos padały po kuriozalnych błędach golkipera Nerazzurrich a wynik utrzymywał głównie świetnie dysponowany w bramce Thibaut Courtois. Real jak na razie w meczach z poważnymi rywalami wygląda źle i nie widać pomysłu na to w jaki sposób zespół ten chce grać, a co gorsza dla fanów tego klubu kompletnie nie widać nadziei na zdetronizowanie będącej jakby na innym biegunie i fenomenalnie wyglądającej drużyny największego rywala czyli FC Barcelony.