Ekstraklasowy klasyk dla Mistrzów Polski. Legia – Lech 1:2

Jakość i zabójcza skuteczność Lecha Poznań wzięły górę w wielkim klasyku Ekstraklasy! Choć prowadzona przez Marka Papszuna Legia Warszawa dominowała na boisku, dłużej utrzymywała się przy piłce i stworzyła więcej sytuacji, to Kolejorz zadał decydujące ciosy. Po emocjonującej bitwie pełnej kontuzji, debiutanckich trafień i fenomenalnych interwencji Mateusza Lisa w bramce, podopieczni Nielsa Frederiksena pokonali odwiecznego rywala przy Łazienkowskiej 2:1, udowadniając swoją mistrzowską klasę w kluczowym momencie sezonu.

Bartosz Kapustka z piłką

Frederiksen rzucił wyzwanie, Papszun odpowiedział

Duński trener Lecha zwrócił uwagę na to, że jego zespół staje się silniejszy z każdym bardzo wymagającym meczem w Lidze Europy (ostatnio zremisowanym 1:1 z Sunderlandem). Podkreślił, że wysoka intensywność z pucharów świetnie przekłada się na ligę, gdzie Kolejorz potrafił gromić rywali po 5:1 czy 6:1. Z uśmiechem rzucił wyzwanie rywalom, mówiąc wprost: „W niedzielę Legii będzie trudno”.

W odpowiedzi szkoleniowiec Legii przypomniał, że Lech miał w tym sezonie grać o Ligę Mistrzów, a odpadł z przeciętnym duńskim Aarhus. Wypalił prosto z mostu: „Lech w tych decydujących, dużych meczach często zawodzi. Te duże spotkania czasami Lechowi nie wychodzą i liczę, że tym razem też tak będzie”. Dodał również, że oba zespoły grają zupełnie inny futbol – Legia stawia na organizację i strukturę, a Lech na indywidualne błyski swoich gwiazd.

Do przerwy goli nie ma ale są „ranni”

Pomimo braku goli do przerwy mecz jest dość szybki i nieźle się go ogląda. Grę prowadzi Legia (66% posiadania piłki), stwarza sytuacje ale brakuje przysłowiowej kropki nad i. Najlepszą okazję miał Kamil Piątkowski, który główkował z dogodnej pozycji po dośrodkowaniu z rzutu rożnego jednak trafił prosto w Mateusza Lisa, bramkarza Kolejorza. Mistrzowie Polski ograniczają się głównie do wyprowadzania kontr i po jednej z takowych w świetnej sytuacji znalazł się Leo Bengtsson ale tuż przed polem karnym został przewrócony przez Pawła Wszołka. Efekt – rzut wolny dla Lecha i żółta kartka dla wahadłowego Legii.

Najważniejszymi wydarzeniami pierwszej części meczu były jednak…kontuzje. Najpierw szybko bo już w 14 minucie mecz zakończył kapitan poznańskiej drużyny Mikael Ishak. Chwilę później urazu doznał Rafał Adamski, który co prawda wrócił jeszcze na kilka minut do gry ale nie dał rady jej kontynuować i zmiana w 29 minucie była nieunikniona.

REKLAMA

Jakość Lecha zwyciężyła. Lis bohaterem

Drugą połowę z wysokiego C rozpoczął Lech. Piłkarze Kolejorza od początku starali się przejąć inicjatywę po dość pasywnej w ich wykonaniu pierwszej połowie. Szybko przyniosło to oczekiwany efekt. W 56 minucie po rajdzie przez pół boiska Patrick Walemark zagrał na lewą stronę do Leo Bengtssona a ten idealnie wyłożył piłkę Yannickowi Agnero, któremu nie pozostało nic innego jak dołożyć nogę i umieścić piłkę w bramce co też uczynił. Podrażnieni gospodarze zabrali się do odrabiania strat. Po kolejnym stałym fragmencie gry znów główkował Piątkowski, tym razem w…słupek. Po chwili groźny strzał z dystansu Rafała Augustyniaka został sparowany na rzut rożny przez golkipera gości. Wreszcie w 74 minucie Legioniści dopięli swego. Dośrodkował Szczepaniak, a otoczony dwoma obrońcami Lecha Augustyniak idealnie zgrał do Bogdana Viunnyka, który wykorzystał okazję i strzelił swojego debiutanckiego gola w barwach Legii.

Decydujący cios wyprowadzili jednak gracze Lecha. W 87 minucie po kontrataku znakomite podanie Daniela Hakansa na gola zamienił Luis Palma. Legioniści próbowali jeszcze wyrównać po raz drugi ale mocny strzał Damiana Szymańskiego w 93 minucie fenomenalnie odbił bohater tego meczu Mateusz Lis. Legia zagrała dobre spotkanie, oddała więcej strzałów i dłużej była przy piłce. Nikomu w tym sezonie nie udało się momentami tak zdominować Lecha jak zrobili to dziś podopieczni Marka Papszuna ale nie wystarczyło to na jakość Lechitów, którzy byli dziś do bólu skuteczni pod bramką Otto Hindricha.

Paweł Rorata - redaktor News.Decathlon

Paweł Rorata

Sport znam nie tylko z trybun. Przez lata grałem w siatkówkę na poziomie III ligi, a później sędziowałem mecze na szczeblu wojewódzkim. Dzięki temu dobrze wiem, jak wyglądają emocje, presja i kulisy rywalizacji z perspektywy boiska.

W moim życiorysie jest też epizod redakcyjny: przez pewien czas prowadziłem kącik sportowy w lokalnej gazecie.

Dziś najwięcej uwagi poświęcam piłce nożnej. Śledzę rynek transferowy i na bieżąco analizuję Premier League. Od lat gram też w Fantasy Premier League, więc statystyki i forma zawodników to dla mnie codzienność. Uważnie obserwuję również Ekstraklasę i La Ligę, a moim szczególnym zainteresowaniem jest FC Barcelona.

Ciekawostki

Piłka Nożna
Zobacz wszystkie ciekawostki