Karol Świderski w kryzysie. Głośny transfer Widzewa na razie rozczarowuje
Miała być walka o czołowe lokaty i grad bramek w Łodzi. Na razie powrót Karola Świderskiego do kraju przynosi jednak spore rozczarowanie. Letni transfer reprezentanta Polski, zapowiadany jako absolutny hit PKO BP Ekstraklasy, na ten moment mocno wyhamował. Napastnik, który przez lata z sukcesami grał za granicą i regularnie występuje w kadrze narodowej, kompletnie zatracił strzelecki instynkt. Czarę goryczy przelał wczorajszy mecz z Wisłą Kraków, po którym kibice stracili cierpliwość.

Hit, który nie przekłada się na boisko
Kulisy letniej przeprowadzki Karola Świderskiego do Widzewa Łódź elektryzowały całą piłkarską Polskę. Łodzianie, kompletując bardzo mocną kadrę, postanowili zainwestować w napastnika, który z powodzeniem grał w Grecji, Włoszech czy Stanach Zjednoczonych. Fani na trybunach głęboko wierzyli, że regularny kadrowicz z miejsca zdominuje ligowe boiska. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie trudniejsza. Świderski zamiast napędzać ofensywę łodzian, od początku sezonu wyraźnie cieniuje i szuka optymalnej dyspozycji.
Statystyki nie kłamią. Brak skuteczności w klubie i reprezentacji
Obecny sezon w wykonaniu napastnika jest niezwykle wymagający, co dobrze obrazują twarde dane. Liczby 29-latka w barwach Widzewa są bardzo skromne – w 11 ligowych występach zdobył zaledwie 2 bramki i zapisał na swoim koncie jedną asystę.
Co warte uwagi, niemoc klubowa pokrywa się z brakiem skuteczności na arenie międzynarodowej. Choć selekcjoner wciąż ufa napastnikowi i regularnie stawia na niego w meczach reprezentacji, to Świderski w narodowych barwach – mimo zbieranych minut w niedawnych spotkaniach – również od dłuższego czasu nie potrafi trafić do siatki. Piłkarz, który miał gwarantować jakość zarówno w Łodzi, jak i w kadrze, przeżywa obecnie głęboki kryzys strzelecki, a kibice jawnie wyrażają już swą dezaprobatę co do jego przyszłych powołań do kadry w obliczu dyspozycji, którą prezentuje.
Koncert gwizdów w Łodzi. Kibice tracą cierpliwość
Kulminacja frustracji łódzkiej publiczności miała miejsce podczas wczorajszego, bezbramkowego meczu z Wisłą Kraków. Widzew na własnym stadionie zaprezentował się bezbarwnie, a sam Świderski ponownie nie potrafił znaleźć sposobu na oszukanie defensywy rywali.
Gdy w 76. minucie trener zdecydował się ściągnąć napastnika z boiska, trybuny nie wytrzymały. Schodzącego Świderskiego pożegnała głośna porcja gwizdów ze strony kibiców Widzewa. Fani z Łodzi jasno dali do zrozumienia, że kredyt zaufania oparty na głośnym nazwisku i dawnych zasługach właśnie się wyczerpał. Aby uratować ten sezon i odzyskać zaufanie trybun, reprezentant Polski musi jak najszybciej przypomnieć sobie, jak zdobywa się bramki.
Ciekawostki
Piłka Nożna