Liga Europy: Katastrofalny start Lecha Poznań.

Lech Poznań zanotował fatalny początek zmagań w fazie ligowej Ligi Europy, ponosząc drugą z rzędu dotkliwą porażkę 0:4, tym razem przed własną publicznością z Bayerem Leverkusen. Po dwóch rozegranych kolejkach bilans podopiecznych Nielsa Frederiksena wygląda dramatycznie – 0 punktów i stosunek bramek 0:8

Skrzypczak i Lis po porażce z Leverkusen

Mecz jednej drużyny – Aptekarze zdominowali Bułgarską

Wczorajszy pojedynek na Enea Stadionie ciężko w ogóle nazwać klasycznym meczem. W piłce nożnej zazwyczaj rywalizują dwa zespoły, tymczasem w Poznaniu od pierwszych minut można było odnieść wrażenie, że na murawę wyszli tylko popularni Aptekarze. Oczywiście starcia z przedstawicielami Premier League czy Bundesligi zawsze należą do piekielnie trudnych, ale fani mieli prawo oczekiwać podjęcia walki.

Sposób, w jaki Lech Poznań oddał oba te spotkania, jest po prostu dramatyczny. Bramki tracone po dziecinnych, prostych błędach, bezsensownie prokurowane rzuty karne i absolutny, porażający brak pomysłu na to, co zrobić z piłką z przodu. Na krajowym podwórku w PKO BP Ekstraklasie Lech wygląda często jak profesor udzielający lekcji nieopierzonym studentom. W Lidze Europy sytuacja odwraca się jednak o 180 stopni i to poznaniacy lądują w szkolnej ławce.

Liczby nie kłamią – deklasacja w statystykach

O przepaści dzielącej oba zespoły najlepiej świadczą twarde dane statystyczne z platformy UEFA:

  • Strzały ogółem: 22 do 9 na korzyść Bayeru.
  • Strzały celne: 12 do 3 dla gości.
  • Posiadanie piłki: 61% do 39% na korzyść zespołu z Leverkusen.

Wskaźnik goli oczekiwanych (xG) wygenerowany przez niemiecką maszynę rósł z każdą minutą, napędzany m.in. dwoma rzutami karnymi wykorzystanymi przez Patrika Schicka ostatecznie wyniósł niebotyczne 5,16. Kwintesencją tego, co Bayer zrobił z mistrzem Polski, była akcja na 0:4 z 88. minuty. Ibrahim Maza wykończył podręcznikową, szybką kontrę, w której defensywa Kolejorza została rozmontowana z chirurgiczną precyzją, bezradnie biegając za piłką.

Szpital w Poznaniu i Rodriguez tylko z ławki

Pewnym usprawiedliwieniem dla Kolejorza może być sytuacja kadrowa, która mocno pokrzyżowała plany sztabu szkoleniowego. Z powodu kontuzji w kadrze meczowej zabrakło kluczowych graczy formacji ofensywnej, takich jak Ali Sayyadmanesh czy Patrick Wallemark. Jakby tego było mało, już w 15. minucie murawę z powodu kontuzji musiał opuścić młody defensor Wojciech Mońka.

Dodatkowym problemem okazał się brak dyscypliny w zespole. Pablo Rodríguez, który mógłby pomóc w ofensywie, z powodu niesubordynacji, decyzją trenera mecz rozpoczął na ławce rezerwowych i na boisku pojawił się dopiero na ostatni kwadrans. Choć osłabienia były widoczne, tak słabej, pozbawionej charakteru postawy nie da się wytłumaczyć wyłącznie absencjami.

Europejski sufit Nielsa Frederiksena?

zmartwiony Niels Frederiksen

Trener Niels Frederiksen udowodnił, że potrafi zbudować w Poznaniu maszynę do wygrywania na krajowym podwórku. Ewidentnie ma jednak problem z przekłuciem tego sukcesu na dobre rezultaty w Europie. O ile mecze eliminacyjne z rywalami pokroju KÍ Klaksvík czy FC Thun kończyły się awansami, o tyle zderzenie z poważniejszymi markami obnaża taktyczną bezradność.

W poprzednim sezonie Lech przegrywał w pucharach z Crveną Zvezdą Belgrad czy Szachtarem Donieck, ale obecny bilans bramek 0:8 po zaledwie dwóch meczach z Crystal Palace i Bayerem stawia Duńczyka pod ogromną presją wielkopolskich kibiców, którzy chyba jeszcze nie do końca zapomnieli okoliczności odpadnięcia z eiminacji do Ligi Mistrzów z AGF Aarhus, a ich drużyna dostarcza im kolejnych upokorzeń.

Brutalna szczerość Mateusza Skrzypczaka

Najlepszym, choć wyjątkowo bolesnym podsumowaniem tego wieczoru były słowa, jakich w pomeczowym wywiadzie dla Polsat Sport udzielił obrońca Lecha, Mateusz Skrzypczak. Zapytany o kolosalną różnicę klas widoczną na boisku, wypalił bez owijania w bawełnę:

„To jest właśnie ta różnica, że oni grają w Bayerze, a my w Lechu”.

Trudno o bardziej wymowną kapitulację. Przed Lechem Poznań ogromna ilość pracy, bo za tydzień na Bułgarską przyjedzie angielski Sunderland – a z taką grą o jakiekolwiek punkty w Lidze Europy będzie niezwykle ciężko.

Paweł Rorata - redaktor News.Decathlon

Paweł Rorata

Sport znam nie tylko z trybun. Przez lata grałem w siatkówkę na poziomie III ligi, a później sędziowałem mecze na szczeblu wojewódzkim. Dzięki temu dobrze wiem, jak wyglądają emocje, presja i kulisy rywalizacji z perspektywy boiska.

W moim życiorysie jest też epizod redakcyjny: przez pewien czas prowadziłem kącik sportowy w lokalnej gazecie.

Dziś najwięcej uwagi poświęcam piłce nożnej. Śledzę rynek transferowy i na bieżąco analizuję Premier League. Od lat gram też w Fantasy Premier League, więc statystyki i forma zawodników to dla mnie codzienność. Uważnie obserwuję również Ekstraklasę i La Ligę, a moim szczególnym zainteresowaniem jest FC Barcelona.

Ciekawostki

Piłka Nożna
Zobacz wszystkie ciekawostki