Byli jedną nogą poza Ligą Mistrzów. Sporting z 0:3 na 5:3!

Niewiele osób dawało Sportingowi Lizbona jakiekolwiek szanse przed rewanżowym meczem 1/8 finału przeciwko Bodo-Glimt. Nic dziwnego, skoro Portugalczycy przystępowali do spotkania z koniecznością odrobienia trzech bramek. Im nie tylko się to udało, ale dokonali tego z nawiązką!

Fot. PressFocus

Wieloletnie oczekiwanie przedłużone

W ostatnich dniach, głównie za sprawą wyniku pierwszego meczu Bodo/Glimt – Sporting (3:0), mówiło się o tym, ile Norwedzy czekają na zespół w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Wydawało się, że okoliczności sprzyjają temu, aby 29-letnie oczekiwanie dobiegło końca, ale Lizbończycy wybudzili „Kopciuszka” z pięknego snu.

Przewaga, którą Bodo/Glimt wypracowało na własnym boisko, błyskawicznie stopniała w Lizbonie. Mimo, że Sporting po pierwszej połowie prowadził zaledwie 1:0 i nadal był daleko od odrobienia strat, to jednak druga odsłona odmieniła kierunek rywalizacji. Najpierw do siatki trafił Pedro Goncalves, a trzecią bramkę dla gospodarzy zdobył Luis Suarez.

W dogrywce trwała dominacja gospodarzy, którzy nie tylko zdobyli bramkę na 4:0, ale także potwierdzili swoją wyższość w doliczonym czasie gry, ostatecznie wygrywając 5:0.

Bodo/Glimt nie zdołało obronić przewagi wypracowanej w pierwszym meczu i w związku z tym nie dojdzie do historycznego wydarzenia z udziałem norweskiego zespołu. Tymczasem wiele powodów do radości mają kibice Sportingu, gdyż ich zespół po raz pierwszy w historii Ligi Mistrzów zagra w ćwierćfinale. To największy sukces Portugalczyków od sezonu 2022/2023, kiedy to w Lidze Europy dotarli do tej samej fazy.

„Kopciuszek” z Norwegii i tak może być dumny z tego, co udało mu się osiągnąć w obecnej kampanii Ligi Mistrzów. Bodo/Glimt nie tylko wyszło z grupy i dotarło do 1/8 finału, ale także ma na rozkładzie kilka wielkich marek. W tym sezonie gorsi od nich okazywali się: Manchester City, Atletico Madryt czy Inter Mediolan.

Avatar photo
Michał Pochopień

Sport od zawsze jest ważną częścią mojego życia. Na początku była to piłka nożna, którą uprawiałem przez blisko 20 lat. Następnie pieczę przejął tenis, za sprawą którego rozpocząłem dziennikarską przygodę. Zaczęło się od założenia własnego bloga - w późniejszym czasie pracowałem między innymi dla Sportowe Fakty WP oraz TVP Sport. Aktualnie moim oczkiem w głowie jest pickleball - jestem czynnym zawodnikiem, trenerem oraz jednym z największych propagatorów tej dyscypliny w Polsce.