Jeremy Sochan ma nowy klub! Będzie walczył o mistrzostwo NBA
Jedyny polski koszykarz występujący w NBA nie pozostawał zbyt długo na bezrobociu. Po tym, jak rozwiązał kontrakt z San Antonio Spurs, rozpoczął poszukiwania nowego klubu. Już wiadomo, że go znalazł. Jego nowym pracodawcą będzie New York Knicks, czyli zespół, który ma spore aspiracje w tym sezonie.

Błyskawiczna zmiana otoczenia
W środę pojawiła się informacja, że Jeremy Sochan, który w San Antonio Spurs występował od 2022 roku, podjął decyzję o rozwiązaniu kontraktu z tym klubem. Nieco ponad 24 godziny później „przywdział” już nową koszulkę i podpisał umowę z nowym zespołem. Jako pierwszy o jego nowym klubie informował Shams Charania z ESPN, a kilka godzin później otrzymaliśmy oficjalne potwierdzenie.
Sochan, o którego usługi miało zabiegać nawet 10 zespołów występujących na poziomie NBA, postanowił związać się do końca obecnego sezonu z New York Knicks, w którym występują takie gwiazdy, jak Joe Hart, Karl-Anthony Towns czy Jalen Brunson.
Sochan pomoże w walce o mistrzostwo NBA?
Reprezentant Polski po przenosinach do Nowego Jorku dołącza do zespołu, który jest nieodłącznym elementem życia tego miasta. Knicks rozgrywają mecze w słynnej na cały świat Madison Square Garden. Na trybunach często zasiadają gwiazdy filmów, muzyki czy innych sportów.
Co najważniejsze – New York Knicks po zeszłorocznym półfinale NBA przegranym z Indianą Pacers, także i w tym sezonie ma apetyt na włączenie się do gry o najwyższe cele. Nie można uważać inaczej, skoro właściciel klubu, James Dolan, w jednym z wywiadów stwierdził, że każdy inny wynik, niż mistrzostwo będzie… rozczarowaniem!
Jaka będzie rola 22-latka?
New York Knicks to zespół, który jest naszpikowany gwiazdami. Dlatego nie należy się spodziewać, że Sochan z miejsca stanie się graczem pierwszej „piątki”. Z drugiej strony nie po to odszedł z San Antonio Spurs, aby w kolejnym miejscu nie podnosić się z ławki. Polak zapewne musiał dostać od Knicks zapewnienie, że otrzyma szanse na grę i będzie miał okazję się pokazać. Nie ma wątpliwości, że mógł wybrać teoretycznie słabszy klub, w którym mógłby liczyć na więcej minut na parkiecie.
