Kontuzja odmieniła wszystko. Chwalińska poza Wimbledonem

Maja Chwalińska była jeden punkt od wygrania meczu pierwszej rundy w turnieju wielkoszlemowym Wimbledon. Niestety – przy piłce meczowej nabawiła się urazu, który odmienił losy rywalizacji. Ostatecznie finalistka Roland Garros nie poradziła sobie ani z problemami zdrowotnymi ani rywalką.

Fot. PressFocus

W związku z wyśmienitym startem Mai Chwalińskiej podczas Roland Garros, gdzie doszła do finału, z jej występem w wielkoszlemowym Wimbledonie wiązano spore nadzieje. Szczególnie, że zawodniczka pochodząca z Dąbrowy Górniczej dobrze czuje się na kortach trawiastych.

Poniedziałkowy mecz przeciwko Mananchayi Sawangkaew przez długi czas układał się po myśli Polki – najlepszym tego potwierdzeniem niech będzie fakt, że prowadziła 6:2, 5:2 i wypracowała sobie piłkę meczową. To niestety był moment, który odmienił rywalizację – nasza zawodniczka niefortunnie poślizgnęła się i nabawiła się kontuzji nogi. Nie zrezygnowała z gry, ale od tego czasu nie wygrała gema w tym secie i rywalka doprowadziła do wyrównania.

Tajka ewidentnie nabrała wiatru w żagle, a Chwalińska w żaden sposób nie potrafiła wrócić do wcześniejszej gry. Niewątpliwie nie pomagał w tym uraz. Trzecia partia okazała się kontynuacją tego, co działo się w końcówce drugiego seta. Sawangkaew skorzystała z sprzyjających jej okoliczności i odniosła zwycięstwo 2:6, 7:5, 6:2.

Avatar photo

Michał Pochopień

Sport od zawsze jest ważną częścią mojego życia. Na początku była to piłka nożna, którą uprawiałem przez blisko 20 lat. Następnie pieczę przejął tenis, za sprawą którego rozpocząłem dziennikarską przygodę. Zaczęło się od założenia własnego bloga - w późniejszym czasie pracowałem między innymi dla Sportowe Fakty WP oraz TVP Sport. Aktualnie moim oczkiem w głowie jest pickleball - jestem czynnym zawodnikiem, trenerem oraz jednym z największych propagatorów tej dyscypliny w Polsce.