Ronald Araujo – powrót z zaświatów
Od kapitana i filaru defensywy na margines wielkiego futbolu, a stamtąd – prosto na szczyt Premier League. Ronald Araújo, po dwóch pełnych frustracji i kosztownych błędów sezonach w FC Barcelonie, uciekł z Camp Nou, by pod skrzydłami Andoniego Iraoli w Liverpoolu udowodnić, że wciąż jest jednym z najlepszych obrońców świata.

W Barcelonie stracili cierpliwość…
Ronald Araujo czyli 27 letni reprezentant Urugwaju już od co najmniej dwóch sezonów znajduje się trochę na peryferiach wielkiej piłki. Bo przecież jeszcze niedawno jeden z kapitanów Barcelony stricte boiskowo nie odgrywał w tym klubie żadnej znaczącej roli. Mecze (szczególnie te o wielką stawkę) spędzał głównie na ławce rezerwowych a do gry wchodził tylko z konieczności, często nie na swoją naturalną pozycję. Taki stan rzeczy nie wziął się jednak z niczego. Jeszcze dwa lata temu kibice Blaugrany nie wyobrażali sobie środka obrony bez tego zawodnika. Miał być doskonałym obrońcą na lata. Szybki, zwinny a przy tym wysoki i świetnie zbudowany. Słowem wymarzony środkowy obrońca każdego trenera. Do pewnego czasu wszystko układało się perfekcyjnie lecz problemem tego zawodnika była…głowa. I nie o grę głową bynajmniej tu chodzi tylko o psychikę. Araujo dziwnym zbiegiem okoliczności zaczął zawodzić w tych najważniejszych momentach sezonu. Jego nieodpowiedzialne zachowania (głupie czerwone kartki) rzutowały na to, że Duma Katalonii dwa sezony z rzędu odpadała z Ligi Mistrzów na zbyt wczesnym etapie choć wydawać by się mogło, że wszystko było pod pełną kontrolą. Powoli ten piłkarz, który z powodzeniem może występować na środku jak i na prawej stronie defensywy był odsuwany od gry w pierwszej jedenastce, aż w końcu stał się praktycznie ostatnim wyborem do gry w tej formacji. Zaufania Hansiego Flicka odbudować się już nie udało choć ten wypowiadał się o nim zazwyczaj w samych superlatywach kiedy potem okazywało się, że miejsce piłkarza znów jest jedynie na ławce rezerwowych wiadomo było, że jest to tylko kurtuazja ze strony doświadczonego niemieckiego szkoleniowca.
W Liverpoolu uwierzyli, że wciąż kawał z niego gracza…
The Reds, którzy wobec sprzedaży Konate do Realu Madryt potrzebowali doświadczonego zawodnika, na którego z miejsca będzie można postawić i ten nie zawiedzie. Zdecydowali się na roczne wypożyczenie Araujo, którego w Barcelonie czekałby zapewne kolejny sezon z bardzo małą liczbą występów, spędzony głównie na ławce rezerwowych. Nowy szkoleniowiec Liverpoolu Andoni Iraola, był wielkim orędownikiem przyjścia reprezentanta Urugwaju do miasta Beatlesów. Doskonale zdawał sobie sprawę, że zawodnik ten ma umiejętności predysponującego go do gry na najwyższym światowym poziomie. W pierwszych dwóch meczach Araujo wchodził jeszcze z ławki jako zmiennik. Od trzeciej kolejki gra już regularnie w podstawowym składzie na pozycji prawego obrońcy i zbiera bardzo pochlebne recenzje. W meczu Ligi Mistrzów z Atletico Madryt na Anfield popisał się nawet piękną asysta piętką do Dominika Szoboszlaia. Trener jest z niego bardzo zadowolony, wygląda na to, że zawodnik potrzebował tej zmiany by zrobić krok do przodu w swojej karierze.