Kłopoty Roberto De Zerbiego
Fatalny start nowego sezonu w wykonaniu Tottenhamu Hotspur, mimo letnich wzmocnień za blisko 300 milionów funtów, postawił menedżera drużyny w obliczu rychłego zwolnienia po kolejnej bolesnej porażce z Aston Villą (2:3). Nadchodząca przerwa reprezentacyjna stanowi dla szkoleniowca ostatni moment na uratowanie posady w obliczu głębokiego kryzysu zespołu z północnego Londynu.

Fatalna gra i kolejna porażka Tottenhamu
Drużyna z północnego Londynu nie najlepiej weszła w nowy sezon. W przegranym dziś spotkaniu na własnym boisku z Aston Villą 2:3 udało się co prawda przerwać niechlubną liczbę minut bez strzelonego gola w Premier League lecz nie przyniosło to choćby punktu zespołowi włoskiego menagera. A przecież wejście do zespołu miał świetne. Pod koniec ubiegłego sezonu podjął się misji wydawać się mogło niemożliwej i przejął przegrywający mecz za meczem zespół Spurs. Poukładał obronę i bez większych problemów utrzymał zespół w elicie. Przed obecnym sezonem drużyna została potężnie wzmocniona. Za blisko 300 mln funtów przyszli tacy gracze jak Sandro Tonali z Newcastle, Mateus Fernandes z West Hamu czy dwójka piłkarzy sprowadzona z Manchesteru City czyli Savinio i Omar Marmoush. Na papierze wygląda to jak przepis na sukces. Niestety dla kibiców popularnych Kogutów nic bardziej mylnego. Zespół gra źle, nie widać zalążka poprawy choćby na horyzoncie. Można by rzec, że przerwa na kadrę spadła De Zerbiemu z nieba. Będzie miał czas na poukładanie gry drużyny. Ale czy napewno. W przeszłości były już właściciel Tottenhamu Daniel Levy nie raz udowadniał, że przerwa na reprezentacje to dla niego idealny moment na wietrzenie…gabinetów. Ciekawe czy obecny sternik klubu Joe Lewis zachowa więcej zimnej krwi i da szansę włoskiemu menagerowi na znalezienie wyjścia z kryzysu.