Droga przez mękę Lecha Poznań. Nieoczekiwane problemy

Zaledwie jedna bramka padła w czwartkowym meczu Lecha Poznań w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Europy. Spodziewano się, że popularny „Kolejorz” łatwiej poradzi sobie z rywalem, którym był mistrz Wysp Owczych, KI Klaksvik.

Fot. PressFocus

Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla Lecha Poznań. Liczono, że pojedynek z takim rywalem, jak Klaksvik, pomoże w powrocie na właściwe tory. Niestety, tak nie było, a czwartkowy mecz wlał w serca sympatyków klubu jeszcze więcej niepokoju.

Lech od początku przejął inicjatywę i był stroną, która chciała przeważać, ale w żaden sposób nie przerodziło się to w konkrety. Ataki były nieskuteczne, a rywale co jakiś czas przygotowywali groźne kontry, w których niewiele brakowało do pokonania Mateusza Lisa.

Przez długi czas popularny „Kolejorz” walił głową w mur, ale w końcu znalazł drogę do siatki rywali z Wysp Owczych. Bohaterem Lecha Poznań okazał się wprowadzony na boisko w drugiej połowie Yannick Agnero. Rezerwowy napastnik w 81. minucie zrobił pożytek z akcji sam na sam z bramkarzem – wcześniej pokonał prawie połowę boiska z piłką przy nodze.

Lech wygrał czwartkowe spotkanie 1:0, ale wymiar zwycięstwa na pewno nie jest zadowalający. Piłkarze klubu z Wielkopolski na pewno nie mogą spać spokojnie przed nadchodzącym rewanżem.

Avatar photo

Michał Pochopień

Sport od zawsze jest ważną częścią mojego życia. Na początku była to piłka nożna, którą uprawiałem przez blisko 20 lat. Następnie pieczę przejął tenis, za sprawą którego rozpocząłem dziennikarską przygodę. Zaczęło się od założenia własnego bloga - w późniejszym czasie pracowałem między innymi dla Sportowe Fakty WP oraz TVP Sport. Aktualnie moim oczkiem w głowie jest pickleball - jestem czynnym zawodnikiem, trenerem oraz jednym z największych propagatorów tej dyscypliny w Polsce.