Koszmar trwa. Raków pozostanie czerwoną latarnią PKO BP Ekstraklasy
Wydawało się, że przyjście nowego trenera pozwoli Rakowowi wrócić na właściwe tory. Wprawdzie zespół pod wodzą nowego szkoleniowca wygrał pierwszy mecz, to jednak później wrócił do porażek. W sobotę Częstochowianie znów musieli uznać wyższość rywali.

Sytuacja Rakowa Częstochowa w obecnym sezonie staje się coraz bardziej poważna. Zespół, który jeszcze niedawno był o krok od awansu do fazy ligowej Ligi Konferencji, aktualnie znajduje się w poważnych tarapatach na krajowym podwórku. Podopieczni Tomasza Kaczmarka, który prowadzi zespół od trzech spotkań, najbliższą przerwę reprezentacyjną spędzą na ostatnim miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy.
Szansą na poprawę sytuacji był sobotni mecz z Koroną Kielce. Gospodarze jednak po raz kolejny w tym sezonie potwierdzili swoje wysokie aspirację – Raków już po kilkunastu minutach musiał odrabiać straty po trafieniach Mariusza Stępińskiego i Carlosa Meny. Podopieczni Kaczmarka wyszli odmienieni na drugą połowę i przyszły tego efekty. W 58. minucie kontaktową bramkę zdobył Lamine Diaby-Fadiga, ale radość nie trwała zbyt długo. Zaledwie kilka minut później trzecią bramkę dla Korony zdobył Mariusz Stępiński. Dla doświadczonego napastnika było to szóste trafienie w tym sezonie.
Raków w końcówce meczu poderwał się do ataku – drogę do bramki Xaviera Dziekońskiego znalazł Bogdan Mircetić, ale to było wszystko, na co było ich stać. Mecz zakończył się wygraną Korony, która dzięki niej awansowała na szóste miejsce w tabeli.
Raków kandydatem do spadku?
To, co dzieje się w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy powoli przestaje być już wyłącznie falstartem w wykonaniu Rakowa. Zespół, który uznawano za jednego z kandydatów do walki o najwyższe cele, jest poważnie zamieszany w walkę o utrzymanie. Częstochowianie w dziewięciu meczach zdobyli zaledwie trzy punkty i będą mieli nad czym pracować podczas nadchodzącej przerwy reprezentacyjnej.
