Znów zabrakło niewiele. Fręch nie sprawiła niespodzianki

Po raz drugi w ciągu zaledwie kilku dni Jessica Pegula stanęła na drodze Magdaleny Fręch. Ponownie, tak, jak w Waszyngtonie, górą z tego starcia wyszła faworyzowana tenisistka, ale nie była to dla niej łatwa przeprawa.

Fot. PressFocus

Jessica Pegula oraz Magdalena Fręch nie mogą o sobie zapomnieć w ostatnich dniach. Najpierw los połączył je w turnieju WTA 500 w Waszyngtonie, a zaledwie kilka dni później tenisistki zmierzyły się w ramach imprezy WTA 1000 w Montrealu.

Polka w Waszyngtonie zdołała urwać seta faworyzowanej przeciwniczce – podobnie sytuacja miala się w kanadyjskich zawodach. Łodzianka znów zanotowała świetne wejście w mecz i wygrała premierową odsłonę. Niestety – ponownie w dalszej części meczu dominowała aktualnie trzecia tenisistka świata. Pegula nie miała większych problemów, aby odwrócić losy rywalizacji.

Obeszło się bez niespodzianki i Amerykanka triumfowała 3:6, 6:3, 6:2. Tym samym po raz piąty w karierze wygrała z Fręch, która jeszcze nigdy nie znalazła na nią sposobu.

45. w rankingu WTA Fręch najbliższe dni poświęci na przygotowania do kolejnego turnieju. Będzie nim impreza rangi WTA 1000 w Cincinnati.

Avatar photo

Michał Pochopień

Sport od zawsze jest ważną częścią mojego życia. Na początku była to piłka nożna, którą uprawiałem przez blisko 20 lat. Następnie pieczę przejął tenis, za sprawą którego rozpocząłem dziennikarską przygodę. Zaczęło się od założenia własnego bloga - w późniejszym czasie pracowałem między innymi dla Sportowe Fakty WP oraz TVP Sport. Aktualnie moim oczkiem w głowie jest pickleball - jestem czynnym zawodnikiem, trenerem oraz jednym z największych propagatorów tej dyscypliny w Polsce.