Znów zabrakło niewiele. Fręch nie sprawiła niespodzianki
Po raz drugi w ciągu zaledwie kilku dni Jessica Pegula stanęła na drodze Magdaleny Fręch. Ponownie, tak, jak w Waszyngtonie, górą z tego starcia wyszła faworyzowana tenisistka, ale nie była to dla niej łatwa przeprawa.

Jessica Pegula oraz Magdalena Fręch nie mogą o sobie zapomnieć w ostatnich dniach. Najpierw los połączył je w turnieju WTA 500 w Waszyngtonie, a zaledwie kilka dni później tenisistki zmierzyły się w ramach imprezy WTA 1000 w Montrealu.
Polka w Waszyngtonie zdołała urwać seta faworyzowanej przeciwniczce – podobnie sytuacja miala się w kanadyjskich zawodach. Łodzianka znów zanotowała świetne wejście w mecz i wygrała premierową odsłonę. Niestety – ponownie w dalszej części meczu dominowała aktualnie trzecia tenisistka świata. Pegula nie miała większych problemów, aby odwrócić losy rywalizacji.
Obeszło się bez niespodzianki i Amerykanka triumfowała 3:6, 6:3, 6:2. Tym samym po raz piąty w karierze wygrała z Fręch, która jeszcze nigdy nie znalazła na nią sposobu.
45. w rankingu WTA Fręch najbliższe dni poświęci na przygotowania do kolejnego turnieju. Będzie nim impreza rangi WTA 1000 w Cincinnati.
