Chwalińska o trudach gry w Paryżu: Ten mecz wiele mnie kosztował

Maja Chwalińska w wielkim stylu zameldowała się w finale wielkoszlemowego Roland Garros, jednocześnie sprawiając jedną z największych sensacji ostatnich lat w światowym tenisie. Polka stara się jednak twardo stąpać po ziemi. – Trzeba zagrać najlepszy tenis, jaki tylko potrafię i zobaczymy, na ile to wystarczy – powiedziała na konferencji prasowej.

Fot. PressFocus

Maja Chwalińska robi furorę nie tylko na korcie, ale także poza nim. Reprezentantka Polski po dotarciu do finału wielkoszlemowego Roland Garros rozmawiała z dziennikarzami. Na konferencjach prasowych dała się poznać jako prawdziwa, życzliwa i uśmniechnięta osoba, która wprawdzie cieszy się z tego, co już osiągnęła, ale jednak nadal twardo stąpa po ziemi i chce jak najwięcej dać z siebie w ostatnim, najważniejszym spotkaniu.

24-latka nie ukrywa, że spotkanie z Dianą Sznajder należało do niezwykle intensywnych. – Nie pamiętam momentu, w którym było widać, że jestem lepsza. Grałyśmy praktycznie cały czas na przewagi. Wyszłam na 3:1, ale potem Diana zdołała uzyskać 3:3. Grałyśmy więc gem za gem, to był niezwykle ciężki mecz pod względem fizycznym – oceniła.

Dla Chwalińskiej nowością była gra przy zamkniętym dachu nad kortem. Wcześniej karty rozdawał wiatr. – Wcześniej bardzo wiało, więc samo widowisko na pewno zyskało na tym, że zamknięto dach. Na początku miałam problem z serwisem, musiałam się chwilę przyzwyczajać. Oświetlenie czasami mnie oślepiało. Ale oprócz tego wszystko było w porządku – kontynuowała.

Na pewno spodziewam się piekielnie trudnego meczu. Ona jest zawodniczką z topu, gra solidnie, bardzo lubię ją oglądać na korcie. Jeśli chodzi o mnie, nic się nie zmienia. Trzeba zagrać najlepszy tenis, jaki tylko potrafię i zobaczymy, na ile to wystarczy – podsumowała na koniec, mówiąc o zbliżającym się finale przeciwko Mirze Andriejewej, który odbędzie się w sobotę.

Avatar photo

Michał Pochopień

Sport od zawsze jest ważną częścią mojego życia. Na początku była to piłka nożna, którą uprawiałem przez blisko 20 lat. Następnie pieczę przejął tenis, za sprawą którego rozpocząłem dziennikarską przygodę. Zaczęło się od założenia własnego bloga - w późniejszym czasie pracowałem między innymi dla Sportowe Fakty WP oraz TVP Sport. Aktualnie moim oczkiem w głowie jest pickleball - jestem czynnym zawodnikiem, trenerem oraz jednym z największych propagatorów tej dyscypliny w Polsce.