Prezes Wisły postawił na swoim. Bezprecedensowa sytuacja w I lidze

Jak powiedział Jarosław Królewski, tak zrobił: Wisła Kraków nie pojawiła się we Wrocławiu, gdzie w sobotę w ramach 24. kolejki Betclic 1. Ligi miała rozegrać mecz z miejscowym Śląskiem. Nie rozegrała, bo gospodarze po raz kolejny stwierdzili, że kibice Wisły nie mogą pojawić się na stadionie. Prezes Wisły powiedział temu „pas” w związku z czym do spotkania nie doszło.

Fot. PressFocus

Od czego się zaczęło?

To, że Wisła Kraków nie rozegrała meczu ze Śląskiem Wrocław swoją genezę ma dużo wcześniej. Kibice Wisły Kraków od połowy sezonu 2024/2025 nie są wpuszczani na wyjazdowe mecze swojego zespołu. Wprawdzie PZPN karał gospodarzy niewłaściwości, które pozwalały na funkcjonowanie takiego procederu, ale kary były na tyle nikłe, że nikt sobie z nich nic nie robił.

Od dłuższego czasu w tej sprawie działać stara się prezes Wisły Kraków, Jarosław Królewski. Jego bezsilność sięgnęła już jednak zenitu i zdecydował się na bardzo ordynarne posunięcie. Sternik klubu dwa dni przed sobotnim meczem poinformował, że w ramach protestu, drużyna nie pojedzie do Wrocławia na mecz Betclic 1. Ligi.

W żaden sposób nie wpłynęło to na decyzję działaczy Śląska Wrocław, którzy utrzymywali, że ich stadion nie jest gotowy na przyjęcie kibiców gości. Nijak w sprawie pomógł PZPN, który poinformował, że oba zespoły zostaną ukarane. Wisła Kraków walkowerem, a Śląsk Wrocław potężną karą finansową.

Kilkunastominutowy teatrzyk

Mimo, że piłkarze Wisły Kraków nie pojawili się we Wrocławiu, to jednak zawodnicy Śląska Wrocław musieli przejść przez przedmeczową rutynę – wyszli na boisko w towarzystwie sędziów, zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie. Sędziowie zagwiazdali raz, powtórzyli ten proces 15 minut później. Wisła Kraków – ku zaskoczeniu wszystkich – na boisku się nie pojawili, co oznaczało zakończenie meczu. Wówczas – zupełnie, jak gdyby nigdy nic, gospodarze skierowali się w stronę trybuny zajmowanej przez najbardziej zagorzałych kibiców i podziękowali im za doping.

Avatar photo
Michał Pochopień

Sport od zawsze jest ważną częścią mojego życia. Na początku była to piłka nożna, którą uprawiałem przez blisko 20 lat. Następnie pieczę przejął tenis, za sprawą którego rozpocząłem dziennikarską przygodę. Zaczęło się od założenia własnego bloga - w późniejszym czasie pracowałem między innymi dla Sportowe Fakty WP oraz TVP Sport. Aktualnie moim oczkiem w głowie jest pickleball - jestem czynnym zawodnikiem, trenerem oraz jednym z największych propagatorów tej dyscypliny w Polsce.