Turcy się nie zatrzymują! Kolejny wielki klub na rozkładzie

Galatasaray wyrasta na objawienie fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Piłkarze z Istambułu najpierw w niesamowitych okolicznościach okazali się lepsi od Juventusu Turyn w 1/16 finału, a we wtorek zrobili kolejny krok w stronę wielkiej niespodzianki. Turcy na własnym stadionie okazali się lepsi od Liverpoolu (1:0).

Fot. PressFocus

Galatasaray bardzo dobrze wiedziało, jak należy zagrać z Liverpoolem, jeśli chce się pokonać ten zespół. W końcu nie tak dawno, bo 30 września, piłkarze „The Reds” gościli w Istambule w ramach meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów. Wówczas nieoczekiwanie górą byli Turcy.

Powtórka z fazy ligowej

Podopieczni Okana Buruka mieli apetyt na kolejne zwycięstwo, ale nikt nie miał wątpliwości, że mecz w 1/8 finału to „inna para kaloszy” i o powtórzenie wyczynu sprzed kilku miesięcy będzie niezwykle trudno. To jednak nie zatrzymało gospodarzy, którzy zanotowali wybitne wejście w mecz i już w siódmej minucie rywalizacji, za sprawą trafienia Mario Leminy, otworzyli wynik.

W późniejszej części meczu inicjatywa była po stronie Liverpoolu, który nawet wyrównał stan gry, ale bramka zdobyta przez Ibrahimę Konatę została anulowana po interwencji VAR.

Galatasaray zachowało czyste konto do ostatniego gwizdka arbitra, co oznaczało sprawienie kolejnej niespodzianki w ich wykonaniu. Wprawdzie zaliczka wypracowana we wtorek nie jest tak okazała, jak przeciwko Juventusowi, kiedy to do rewanżu przystępowali z wynikiem 5:2, to jednak jest to odpowiednia przewaga, aby myśleć o awansie do ćwierćfinału.

Pierwszy ćwierćfinał od wielu lat?

Ćwierćfinału, który byłby wielkim wynikiem – Galatasaray po raz ostatni w tej fazie Ligi Mistrzów zaprezentowało się w sezonie 2012/2013, kiedy to w 1/4 finału zostało zastopowane przez Real Madryt.

Avatar photo
Michał Pochopień

Sport od zawsze jest ważną częścią mojego życia. Na początku była to piłka nożna, którą uprawiałem przez blisko 20 lat. Następnie pieczę przejął tenis, za sprawą którego rozpocząłem dziennikarską przygodę. Zaczęło się od założenia własnego bloga - w późniejszym czasie pracowałem między innymi dla Sportowe Fakty WP oraz TVP Sport. Aktualnie moim oczkiem w głowie jest pickleball - jestem czynnym zawodnikiem, trenerem oraz jednym z największych propagatorów tej dyscypliny w Polsce.