Gorzki powrót Stephena Curry’ego: Warriors wciąż w kryzysie po meczu z Rockets
Kibice z San Francisco z niecierpliwością wyczekiwali powrotu swojego lidera, licząc na przełamanie fatalnej passy. Mimo fenomenalnej postawy Stephena Curry’ego, który wrócił do rotacji po długiej przerwie, Golden State Warriors musieli uznać wyższość Houston Rockets przegrywając minimalnie 116:117.

Czy Stephen Curry wrócił do gry w wielkiej formie?
Lider „Wojowników” nie pojawiał się na parkiecie od lutego, kiedy to doznał bolesnej kontuzji kolana. Dwumiesięczny rozbrat z koszykówką nie wpłynął jednak negatywnie na jego skuteczność. Curry od pierwszych minut udowadniał, że wciąż należy do ścisłej elity NBA.
Statystyki Stephena Curry’ego w meczu powrotnym:
- Zdobyte 29 punktów.
- Kluczowa rola w kreowaniu akcji ofensywnych.
- Brak widocznych śladów po przebytej kontuzji.
Kto poprowadził Houston Rockets do zwycięstwa?
Choć Curry dwoił się i troił, zespół z Houston zaprezentował niezwykle wyrównaną i skuteczną koszykówkę. Goście wykorzystali brak odpowiedniego wsparcia dla lidera gospodarzy, a ich gra opierała się na dwóch filarach:
- Kevin Durant: Niekwestionowany lider Rockets tego wieczoru, autor 31 punktów.
- Alperen Sengun: Turecki środkowy zdominował strefę podkoszową dorzucając 24 oczka.
To właśnie ta dwójka w decydujących momentach spotkania zachowała zimną krew, co pozwoliło Houston wywieźć cenne zwycięstwo z trudnego terenu.
Dlaczego Golden State Warriors potrzebują natychmiastowych zmian?
Sytuacja podopiecznych Steve’a Kerra staje się alarmująca. Mimo że drużyna ma już zapewniony udział w fazie play-off, styl ich gry pozostawia wiele do życzenia.
Główne problemy ekipy z San Francisco:
- Seria porażek: To już czwarta przegrana z rzędu Golden State Warriors.
- Brak wsparcia: Poza Currym, reszta składu nie potrafi wziąć na siebie ciężaru gry w kluczowych minutach.
- Defensywa: Strata 117 punktów u siebie obnażyła luki w ustawieniu obronnym zespołu.
Powrót Curry’ego to promyk nadziei dla fanów Warriors, jednak sam geniusz jednego zawodnika to za mało na ambitne plany walki o pierścień. Jeśli koledzy z drużyny nie podniosą poziomu swojej gry, zespół Steve’a Kerra może zakończyć tegoroczną przygodę z play-offami znacznie szybciej, niż ktokolwiek by przypuszczał.
